piątek, 6 listopada 2009

Klamki

Wszystko zaczęło się od artykułu znalezionego w “Ładny dom” nr 01/2008. Wtedy jeszcze mgliście wyobrażałam sobie jak powinien wyglądać mój dom, oraz jakie powinny być w nim klamki. Założenie było proste: chciałam odtworzyć te, które zostały ukradzione z mieszkania podczas generalnego remontu w latach 60 – tych. Z tamtych czasów w mieszkaniu ostały się zaledwie trzy mosiężne klamki (jedna w oknie, jedna przy drzwiach wewnętrznych a jedna przy wejściowych). W pozostałych drzwiach klamki wyglądały mniej więcej tak:

klam

Wiedziałam już, czego chcę.  Przy okazji (jak już wreszcie będą zamocowane na odremontowanych drzwiach) pokażę ocalałe klamki. Zrealizowanie marzenia okazało się trudniejsze niż przypuszczałam, bowiem oferta sklepów z klamkami mosiężnymi retro mówiła wyraźnie: “Nie stać cię na to!”. I wtedy właśnie znalazłam “Ładny dom” nr 01/2008 zestawienie różnych klamek, gdzie moją uwagę zwróciła firma Klamber.

skanuj0001skanuj0002

skanuj0004Zapamiętałam ich ofertę i kiedy przyszła pora na kupno klamek pojechałam do znalezionej na stronie internetowej siedziby firmy. Okazało się że Klamber to firma rodzinna mieszcząca się w warsztacie na posesji właścicieli – pani Beaty i pana Roberta Jesiotr. Państwo Jesiotr mają stałą ofertę, ale można u nich zamówić wyroby na specjalne zamówienie. Dowiedziałam się o tym kiedy miałam w planach wymianę nóg u wanny na mosiężne, zdobione i pytałam czy byliby w stanie coś takiego wykonać. Termin realizacji byłby dłuższy, ale z zamówieniem czegoś takiego nie byłoby problemu. Miałam tylko dostarczyć zdjęcie lub rysunek jak to ma wyglądać.  Ja zamówiłam klamki noszące nazwę warszawskich :)

klamka Zamówione klamki dostałam po dwóch dniach (dostarczone do domu bo pan właściciel wybierał się akurat do Warszawy) a za jedną zapłaciłam zaledwie 40 zł (taniej niż podawał “Ładny dom”). Tego typu klamki w supermarketach można kupić za minimum 150 zł.

Następnym zamówieniem realizowanym przez Klamber było wykonanie klamek okiennych do całego mieszkania. Przy okazji mojej wizyty w warsztacie podziwiałam klamki jakie wykonywano na specjalne zamówienie kontrahentów z USA. Wyglądały jak z domu Carringtonów z Dynastii.

Oto moje klamki okienne:

DSC02979

DSC02988

Obecnie czekam na zamówione przeze mnie elementy do zlewu, umywalek i wanny. Niedawno w mieszkaniu pojawiły się baterie. Bardzo mi się podobają, ale cały efekt psują chromowane korki - odpływy:

raf

Jeśli ktoś ma jakiekolwiek trudności ze zrozumieniem mojego wywodu to korkiem - odpływem nazywam ta metalową cześć zaznaczoną strzałką.  odplyw Powiedziałam NIE! Niestety nigdzie nie znalazłam firmy produkującej mosiężne korki. Jedyne jakie się pojawiały to z technologią Click-Clack, ale te z kolei zupełnie nie pasowałyby do moich baterii. Byłam mocno zdeterminowana, gdyż cały czas pamiętałam te oryginalne korki - odpływy od naszej wanny, które 1,5 roku temu, podczas remontu sieci hydraulicznej zostały wymienione (bez mojej wiedzy) na paskudne blaszaki. Najbardziej żal mi było odpływu (elementu mieszczącego sie na boku wanny służącego jako zabezpieczenie przed przelaniem się wody), który przy okazji był elementem zdobiącym. Nie mogłam patrzeć na wannę retro z czymś tak paskudnym.  W jednym z supermarketów budowlanych widziałam wannę całą z miedzi za ponad 9000zł, która też odpływy miała z chromu. Może komuś się to podoba, ale na pewno nie mnie. Czemu na rynku nie ma producenta typowych ozdobnych odpływów – korków. Przecież diabeł tkwi w szczegółach. Taki chrom może popsuć cały efekt. Czekam z niecierpliwością na dostawę i zobaczymy co z tego wyjdzie bo odpływ (ten z boku wanny) narysowałam od ręki (z pamięci) i jestem ciekawa czy udało mi sie przekazać o co mi chodzi. Efekty oczywiście pokażę. Przepraszam za ubogie słownictwo (odpływy, korki itp.), ale naprawdę nie wiem jak fachowo nazywają się te elementy.

  conchita home

niedziela, 25 października 2009

Karnisze..

Dzięki wygranej w konkursie Ikei w moim domu pojawił się nowy materac. Tym szczęśliwcem SULTAN FÅVANG. Oczywiście dodatkowo w Ikei wpadły mi w oko dwie białe osłonki na doniczki, które również zabrałam ze sobą do domu. Pomijając fakt że sobotnie zakupy nie należą do przyjemności, bo człowiek musi snuć się  za pielgrzymką zwiedzających, to wróciłam z nich bardzo zadowolona.

Ikea Tematem postu są jednak karnisze i to one ostatnio spędzają mi sen z powiek. Nasza sypialnia nabiera kształtów: jest łóżko, komoda, kredens … lada chwila będzie szafa a okna jak były “łyse” (bez firanek, zasłon) tak są nadal.

Pozwolę sobie na malutką dygresje dotyczącą listew przypodłogowych. Zaczytana w poście zamieszczonym przez byziak postanowiłam dopisać słówko. Niedawno w naszym domu pojawiły się  listwy przypodłogowe. Musze przyznać że wyjątkowo mozolnie wybierane. Tak się wydaje że to niewielki wydatek, ponieważ sama jedna listwa jest w okolicach min 10 zł (oczywiście za metr) ale wybierając listwy do całego mieszkania trzeba się  liczyć z wydatkiem idącym już w setkach złotych. My również marzyliśmy o wysokich białych  listwach  niestety rzeczywistość szybko zweryfikowała nasze marzenia. Po starych listwach przy ścianach zostały takie szpary że potrzebowaliśmy listew szerokich. A byliśmy już blisko zakupu podpatrzonych u Sylwii listew, tyle że jej mądra rada oraz ich szerokość spowodowała że z nich zrezygnowaliśmy. Tak więc po przejściach w naszym domu zamontowaliśmy tradycyjne listwy dębowe.

Wracając do karniszy, to moi mężczyźni uważają że to nieważny element wyposażenia wnętrza: “ na to i tak nikt nie zwraca uwagi”. Zapytali mnie czy pamiętam jakie karnisze są u babci. Odpowiedziałam że nie. A oni: no właśnie! Weź zawieś sobie kawałek metalowej rury i tak będzie dobrze. Ale takie wypowiedzi pojawiają się zawsze kiedy mój mąż z moim tatą dywagują na temat urządzania naszego mieszkania.

kinkiety

Postanowiłam wyszperać w Internecie zdjęcia różnych wnętrz i zwrócić w nich uwagę na karnisze. Czy rzeczywiście nie mają żadnego wpływu na nasze wnętrze?

Najpierw kilka zdjęć i propozycji karniszy zaproponowanych przez Lucyina’e Moodie:

luc-22lucyinda moodie   lucyinda moodie 2

Źródło: www.lucyina.com

karnisze   livingroom1-de

   Living-Area-Seating-Sutherland-HTOURSS0507-de

    livingroom17-de

Źródło: www.countryliving.com

A oto fajna propozycja nie tylko dla dzieci:

karnisz kid Na jednej ze stron znalazłam propozycję jednej z producentek karniszy. Tak sobie pomyślałam że właściwie można by coś takiego zrobić korzystając z gotowych elementów z supermarketu i końcówek wykorzystywanych do wszelkich bram i ogrodzeń.

karnisz przerobka Źródło

Nie zdecyduję się na to jednak bo mam już upatrzone niedrogie karnisze.

karniszkarnix 201zl Źródło

0

1

2

  Źródło: Paul Ryan-Goff

A oto propozycja Buckingham zaproponowana przez istniejącą od 1907 roku firmę KIRSCH COMPANY.

image

c.d.n…

                                Conchita

niedziela, 11 października 2009

Platery, srebra…niepowtarzalne sztućce...

Jakiś czas temu moja mama podczas jednej z uroczystości rodzinnych dostrzegła na stole babci łyżkę, która bardzo jej się spodobała. Nie była to łyżka od żadnego kompletu po prostu dziadek jak jeszcze żył znosił do domu (jak to określiła babcia) różne szpargały, w tym różne sztućce. Babcia, osoba praktyczna, docenić piękna tych łyżek nie potrafiła, więc moja mama „zapolowała” i tak stała się właścicielką sporej kolekcji pojedynczych łyżek, widelców, łyżeczek. Pozazdrościłam jej ogromnie, gdy podczas zwykłego obiadu zaczęła korzystać ze „swoich” sztućców, podczas gdy ja musiałam zadowolić się prostymi, nic niewyróżniającymi się blaszakami. Przy najbliższej okazji też zapolowałam, ale mama spryciara nie zostawiła prawie nic wartościowego. Musiałam obrać inną drogę. Wybrałam się na targ staroci. Tutaj przepych był ogromny. Wiele stanowisk wręcz uginało się pod platerowanymi, posrebrzanymi, srebrnymi sztućcami. Czułam się bardzo zagubiona, bo kupujący, znający się na rzeczy podchodzili i pytali po prostu: Jest Norblin? I od razu było wiadomo, o co im chodzi i byli w stanie zapłacić za nie nawet wygórowaną cenę. Ja nie miałam o tym pojęcia. Skończyło się na tym, że znalazłam stoisko gdzie można było kupić leżące w misce, sztućce zniszczone, sprowadzone ze skupu złomu, w opłakanym stanie. Tam wygrzebałam kilka okazów, które potem w domu starannie oczyściłam. Przyznam się szczerze, że sama możliwość grzebania w misce i fakt, że coś wyszperałam a nie kupiłam gotowe, wyeksponowane wyczyszczone sprawiło mi dużo radości.

W sierpniowym amerykańskim wydaniu Country Living znalazłam artykuł o historycznych amerykańskich sztućcach. Postanowiłam dowiedzieć się czegoś o naszych wyrobach platerowanych.

Po pierwsze Fraget.

„Fabryka wyrobów platerowanych srebrem i złotem Józefa Frageta przy Elektoralnej 753 poleca się wyrobami platerowanymi znanymi od kilku lat powszechnie ze swojej dobroci, trwałości i wykwintności, odznaczających się wybornym gustem, pięknością i świetnością kształtów oraz dostępną ceną…" - to reklama z 1846 roku zamieszczona w prasie przez Fabrykę Wyrobów Platerowanych J. Frageta - jeden z dwóch polskich znanych zakładów.

Firma została założona w 1824 roku przez przybyłego z Francji przedsiębiorcę Alfons Fraget. Natomiast potęgę firmy stworzył brat Alfonsa – Józef, który trzy lata później dołączył do zarządu. W 1961 roku z połączenia tych dwóch uznanych firm - zakładów Józefa Frageta i braci Henneberg - powstała Warszawska Fabryka Platerów HEFRA S.A

źródło: http://www.hefra.pl/hefra_historia.php

Istnieje kilka bardzo znanych dawnych wzorów sztućców Fraget: romański, wschodni, francuski, księstwo warszawskie, empire, secesyjny tzw. "irysowy", barokowy. Oto niektóre z nich:

Są one warte swojej ceny. Niedawno na aukcjach Allegro widziałam jak komplet nóż, widelec ze wzorem irysowym kosztowały ponad 400zł! (i cieszyły się zainteresowaniem!)

Historia platerowania sięga połowy XVII, kiedy to angielski rzemieślnik T. Boulsover z wytwórni J. Hancock'a, przypadkowo odkrył, że w odpowiednio wysokiej temperaturze z blachy miedzianej i srebrnej można wytworzyć stop do produkcji przedmiotów przypominających przedmioty złotnicze. Obniżenie kosztów produkcji, skutkowało obniżeniem cen detalicznych. Wyroby stawały się dostępne dla szerokiej rzeszy odbiorców.

Po drugie Norblin

Historia marki Norblin rozpoczyna się w 1774r, kiedy to do Warszawy przyjechał utalentowany malarz i rysownik – Jean – Pierre Norblin de la Gourdaine. Ze związku z Marią z Tokarskich urodził się Aleksander Jan Norblin i to właśnie on w 1820r założył zakład brązowniczy "Norblin i Spółka". Wcześniej jeszcze odebrał solidne wykształcenie z akademii Sztuk Pięknych w Paryżu, po której od razu znalazł pracę w Warszawie zatrudniony przez Komisję Rządową Spraw Wewnętrznych Królestwa Polskiego. W rozbudowującej się Warszawie było dużo zapotrzebowanie na wykonane z brązu detale architektoniczne dla gmachów rządowych. I dzięki temu, że władze chciały się uniezależnić od sprowadzanych z Francji detali i otworzyć rodzimą produkcję, wparły finansowo Aleksandra i mógł on otworzyć swój własny zakład, który początkowo mieścił się przy ul. Długiej; w 1823 r. został przeniesiony na Krakowskie Przedmieście, aby w 1834r trafić na ul: Chłodną. W tym samym roku firma została przekształcona w fabrykę Wyrobów Platerowanych „W.Norblin i W.Meylert”, kiedy to Meylert z czeladnika stał się współwłaścicielem, dzięki wprowadzeni udo produkcji pokrywania wyrobów metodą galwaniczną.

W 1882 r. Ludwik Norblin wykupił wytwórnię platerów Braci Buch w Warszawie, przy ul. Żelaznej 17 (późniejszy nr 51), wraz z prawem używania znaku firmowego i wyłącznością na produkcję platerów. Firma "Bracia Buch" była kontynuatorką istniejącej w Warszawie od 1830 r. fabryki wyrobów z nowego srebra Gustawa Hennigera.

Ciekawą historię fabryki Norblina można znaleźć : http://enorblin.pl/swf/Core/eNorblin.html

Po trzecie Plewkiewicz

Działająca od 1886 r. firma R. Plewkiewicz była filią niemieckich zakładów Württembergische Metallwarenfabrik (WMF), która dopiero w 1889 roku podjęła samodzielną produkcję sztućców. Wcześniej fabryka jedynie wykańczała w swoich warsztatach półprodukty, co było bardzo powszechne wśród producentów platerów. Potentatami w produkcji półfabrykatów sztućców, dosłownie zalewającymi swym towarem całą Europę byli: Bruckmann&Söhne z Heilbronn, Wellner z Saksoni, A.Krupp-Berndorf koło Wiednia oraz Christofle & Cie z Paryża.

sobota, 3 października 2009

Dylematy

Podłoga wyszła zaskakująca. Nie miałam pojęcia jak to będzie wyglądać i muszę przyznać, że się tego nie spodziewałam. Myślałam, że po wycyklinowaniu będzie ona w jednolitym kolorze a tu wyszła różnobarwna. W jednych miejscach ciemna a w innych zeszlifowana niemal do białości. Jednym słowem jest plamista. Nie wiem czy właśnie taki powinien być efekt, czy to błąd fachowców wynikający z chęci zaoszczędzenia sobie czasu. Ni mniej ni więcej muszę się do niej przyzwyczaić i myślę, że nie będzie to takie trudne, bo na mój gust jest to podłoga z charakterem. Jedyny mankament to widoczna różnica w kolorze w podłodze nowej i tej starej.



Dylematy mam natomiast z drzwiami wejściowymi. Zbliża się moment, kiedy będzie trzeba wymienić drzwi albo zamki. W mieszkaniu po woli gromadzimy meble do skręcania i cały dobytek. Natomiast klucze do mieszkania podczas całego remontu przechodziły z rąk do rąk. Mieli je tynkarze, hydraulicy, elektrycy, gazownicy, cykliniarze, glazurnik itp. Jednym słowem prawie wszyscy. Trzeba zabezpieczyć mieszkanie na wszelki wypadek gdyby któryś z tych panów postanowił sobie zatrzymać nasze klucze na dłużej. Dylemat polega na tym, że nie wiem czy chce te drzwi wymienić czy odrestaurować. Oto drzwi, które posiadamy a tu drzwi sąsiadów, czyli efekt, jaki można osiągnąć, jeśli pod warstwa farby znajdują się drzwi w dobrym stanie. Marzę żeby wyglądały tak jak u sąsiadów, oraz żeby były zabezpieczone jakoś. Na pewno trzeba będzie kupić nowy zamek oraz rozpatrzeć się za firmami, które zajmują się nie tylko sprzedażą drzwi, ale także dozbrajaniem (czy jak to się nazywa). Podpatrzyłam, że niektórzy mają jakieś takie stalowe zawiasy.

Czy ktoś może mi doradzić coś w tej sprawie? Czy są firmy, które potrafią zabezpieczyć jakoś?



Ps. Moich drogich sąsiadów, których drzwiom pozwoliłam sobie zrobić zdjęcie przepraszam, jeśli by poczuli się urażeni. Zachwyt nad Państwa drzwiami wyraziłam już wcześniej i uważam, że tą ciężką pracę, którą włożyliście żeby nadać im taki efekt warto uwiecznić. Jeszcze raz dziękuję za zdradzenie środka, który nadał im tak fantastyczny kolor. Pozdrawiam

środa, 16 września 2009

Wygrałam!

Jestem niesamowicie szczęśliwa! Wygraliśmy ja i mój kochany fotograf w konkursie voucher na kwotę 700zł do sklepu IKEA!!! Marzyłam o tym! Cel był jeden, jeśli uda się wygrać kupimy za to wygodny materac! I jest! Nie będziemy musieli ze względów finansowych zadowalać się twardym! Strasznie się cieszę!

Kibicowałam byziak i wygrała, teraz kibicuje Wam! Pozdrawiam serdecznie, i jak widać przepis na sukces jest krótki: nie wstydźcie się pokazać na zdjęciu siebie.

Pozdrawiam i życzę szczęścia

Dziewczyny trzymam kciuki:

13tka

Anne z Homesweethome

Magda z Rusticalhome

Eliza z Utkane z marzeń

Homeharmony

Asiulkowo

PrettyPleasures

Mój dom moja ostoja

Z potrzeby piękna

Kardamonowa

Zielicha

Aga-oaza

Dorota z Domilkowy domek

Szuflada Lilinay